Strona główna
Galeria
Kadra szkoleniowa
Media o projekcie
Napisz o nas
Konferencja podsumowująca

Szkolenie ratowników-kierowców


ARTYKUŁ PRASOWY

Gdy wyruszają na akcję, żeby gasić pożar, ratować ofiary wypadku czy usuwać z dróg niebezpieczne substancje chemiczne - liczy się każda sekunda. Czasem muszą jechać w strugach deszczu, po oblodzonych drogach, albo niedostępnych bezdrożach, ale zawsze - szybko. Taka jazda od ratowników-kierowców wymaga ogromnych umiejętności: wiedzy i doświadczenia. I jedno, i drugie podlascy oraz litewscy strażacy zdobywali na szkoleniu, przygotowanym za unijne pieniądze przez Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Białymstoku. To pierwszy taki kurs w Polsce.

 Pod okiem doświadczonych instruktorów, licencjonowanych kierowców rajdowych strażacy uczyli się technik jazdy, tego, jak najlepiej wykorzystać możliwości samochodu, a także tego, jak przewidzieć zagrożenia na drodze i jak reagować w niebezpiecznych sytuacjach. Na zajęciach z psychologami dowiadywali się, od czego zależy sprawność psychofizyczna kierowcy, jak współdziałać z innymi uczestnikami ruchu drogowego, jak pracować w zespole, wreszcie – jak radzić sobie ze stresem i tzw. wypaleniem zawodowym. Okazuje się, że wiedzy, a zwłaszcza doświadczenia – bardzo strażakom brakuje.
JAN OWSIENIUK, odpowiedzialny za przebieg szkolenia instruktor Szkoły Doskonalenia Techniki Jazdy Samochodem WORD w Białymstoku, doktor nauk technicznych: “Pierwsze grzechy wychodzą od razu, kiedy wsiadają do samochodu, zajmują pozycję za kierownicą i ruszają. Popełniają podstawowe błędy każdego kierującego w tym kraju: noga nad sprzęgłem, operowanie kierownicą jedną ręką, prawa ręka na dźwigni zmiany biegów. Gdy tylko zwiększamy prędkość – te błędy powodują, że osoby szkolone nie panują nad pojazdem. Strażacy już zdają sobie z tego sprawę, sami o tym mówią – ale nawyk jest drugą naturą człowieka. Dlatego zmieniamy ich nawyki. Na początku szkolenia strażacy wypełniają ankiety wstępne. Oceniają własne umiejętności w skali od 0 do 5. Często zdarzają się oceny pięć, a średnio - cztery. Zobaczymy jakie oceny będą w ankiecie końcowej. Sądzę, że pewnie sami obniżą oceny swoich umiejętności. Bo z każdym ćwiczeniem powoli uświadamiają sobie, że nie byli aż tak rewelacyjnymi kierującymi, za jakich się uważali na początku. Mówią, że takie szkolenia powinny odbywać się co najmniej raz w roku, a nawet 2 razy w roku. Tylko w taki sposób można się czegoś naprawdę nauczyć.”

A ćwiczeń w czasie szkolenia strażacy mieli sporo. W wyrobisku w pobliżu podbiałostockiej miejscowości Złotoria między innymi pod okiem Jarosława Kazberuka trenowali jazdę autami terenowymi po trudnym terenie. Znany kierowca i pilot rajdowy, finalista rajdów Dakar uczył strażaków jak pokonywać ostre zjazdy i podjazdy o nachyleniu nawet 60 stopni, jak radzić sobie przy trawersach (czyli jeździe po stoku z mocnym przechyleniem bocznym auta), jak uniknąć “rolowania” gdy samochód przechyla się na dwa lewe albo na dwa prawe koła. Strażacy dowiedzieli się też jak najbezpieczniej pokonywać przeszkody błotne, wodne, jak radzić sobie w koleinach i na piachu, wreszcie – jak umiejętnie korzystać z samochodowej wyciągarki. I najważniejsze: że w razie kłopotów liczy się zespół, i że jego członkowie muszą sobie wzajemnie pomagać i na sobie polegać. Na polnych i asfaltowych drogach w pobliżu Złotorii strażacy doskonalili jazdę samochodami ciężarowymi. Począwszy od tego jak prawidłowo siedzieć za kierownicą i jak ją trzymać, żeby móc swobodnie wykonywać wszystkie manewry, a skończywszy na technikach jazdy w zależności od nawierzchni.

PIOTR GALIK, licencjonowany kierowca wyścigowy, instruktor Doskonalenia Techniki Jazdy Samochodem w strukturach PZMot oraz PSM: “Zwracam im uwagę przede wszystkim na to, czym samochód ciężarowy różni się od osobowego. A strażackie samochody jeżdżą przecież zwykle z dodatkowym dużym obciążeniem. To ogromna masa – zupełnie inaczej zachowuje się przy hamowaniu. A właśnie hamowanie jest u strażaków-kierowców jednym z podstawowych błędów. Używają przede wszystkim hamulców zasadniczych, czyli nożnych, co przy długim hamowaniu jest błędem, bo okładziny mogą się przegrzać i tracimy siłę hamowania. Samochody są dodatkowo wyposażone w hamulce górskie – retardery - co przydaje się zwłaszcza przy dłuższych zjazdach. Podobnie jak odpowiedni bieg: żeby nie napędzał dodatkowo ogromnej masy samochodu, tylko ją wyhamowywał. Musimy wspomagać hamowanie silnikiem. Problemem jest też pokonywanie ciasnych zakrętów. Trzeba pamiętać, że duży samochód tyłem “zachodzi”. Trzeba wypuścić bardziej przód auta. Wtedy nie zaczepimy tyłem o krawężnik, albo inny, stojący z boku samochód. No i wszystkie czynności, takie jak zmiana biegów, powinny być wykonane przed zakrętem, tak by na zakręcie myśleć tylko o kierownicy i pedale gazu. Zwłaszcza, że oni muszą przecież jeździć szybko, dynamicznie. Zakręt to nie jest moment na wysprzęglanie, szukanie biegu. Do manewru trzeba się przygotować przed zakrętem. Podpowiadamy też, jak przy ostrych zakrętach dociążyć przód samochodu, a odciążyć tylną oś, wykorzystać przyczepność auta.”

Strażacy trenowali jazdę autami ciężarowymi i terenowymi. Dla zrozumienia niektórych mechanizmów wystarczą jednak nawet małe, osobowe samochody. Na placu białostockiego WORD w tzw. trolejach kierowcy mieli okazję sprawdzić, na czym polega zjawisko nadsterowności pojazdu. Auto łatwiej wchodzi w zakręt i bardzo trudno nad nim zapanować. Właśnie tak samochody zachowują przy zbyt szybkiej jeździe po oblodzonej powierzchni. Na płycie poślizgowej strażacy ćwiczyli też jazdę, hamowanie, omijanie przeszkód i wchodzenie w zakręt na nawierzchni mokrej. Opanowanie technik jazdy to jednak za mało. Równie ważna jest sztuka przewidywania i dostrzegania zagrożeń na drodze, czyli tzw. defensive drive.

MACIEJ ROMAN ZDZIARSKI, współtwórca i prezes zarządu Profesjonalnego Centrum Nauki Jazdy Polska, upowszechnia techniki wypracowane przez brytyjską DSA (Driving Standards Agency): “System opiera się przede wszystkim na tym, że kierowca ma pobudzoną, wyostrzoną wyobraźnię i dobrą obserwację. To można w sobie wytrenować. Pomaga choćby nawyk częstego kierowania głowy i wzroku w lewo, w prawo. Wtedy jest się w stanie szybciej dostrzec niebezpieczeństwo i odpowiednio zareagować: zmniejszyć albo czasem zwiększyć prędkość, zmienić bieg, na taki, który pozwoli wykonać odpowiedni manewr, skręcić. Jeśli np. z większej odległości umiemy wypatrzyć boczną drogę – zwolnimy. A zwolnimy – bo wiemy, czego można się na niej spodziewać. Np. tego, że ktoś z niej wyjedzie. Najczęściej do wypadków dochodzi dlatego, że kierowy nie spodziewają się zachowania innych. Niefrasobliwy kierowca – łokieć w szybę i jedzie. A na drodze znacznie lepszy jest pesymizm: założenie, że wkoło jest mnóstwo zagrożeń. Dobry kierowca jest cały czas skoncentrowany, wyszukuje potencjalne zagrożenia i odpowiednio się na nie przygotowuje. To kwestia wprawy i wyobraźni. Można to porównać do zbierania grzybów: ktoś, kto często zbiera wie, jakie grzyby gdzie rosną – i zbiera. Ktoś kto nie wie – często po nich depcze. Dla strażaków, gdy jadą na akcję, jednym z głównych zagrożeń jest zachowanie innych uczestników ruchu. Oni na widok pędzącego strażackiego wozu często wpadają w panikę i zatrzymują się w nieodpowiednim miejscu. Strażak musi błyskawicznie podjąć dobrą decyzję: co zrobić. Musi mieć przygotowany plan reagowania, a nawet kilka wariantów. Nie może być zachowaniem innych kierowców zaskoczony – a często jest.”

I kursanci i instruktorzy podkreślali jedno: ratownikom-kierowcom brakuje przede wszystkim doświadczenia. Jeden z uczestników kursu podsumował:
“Do wyjazdów wyjeżdżamy co jaki czas. To za mało, żeby dobrze opanować jazdę. Tu poznaliśmy też kilka zasad prawidłowego zachowania za kierownicą. Niektóre nowe – np. zasada minimum 2 sekund odstępu od auta przede mną czy zasada “LKM” – lusterko, kierunkowskaz, manewr. Na pewno się przyda i zaprocentuje w przyszłości”

Szkolenie trwało 3 dni. Obejmowało 6 godzin (zegarowych) warsztatów psychoedukacyjnych i 16 godzin zajęć z techniki kierowania pojazdem. W sumie takie kursy przeszło 250 ratowników –kierowców z woj. podlaskiego i 30 z Litwy. Projekt był realizowany do 5 sierpnia. Całkowity koszt szkoleń to 448 tys. zł. ¾ tej sumy (336 tys.) podlascy strażacy dostali ze środków Unii Europejskiej w ramach Programu Sąsiedztwa INTERREG.


Projekt współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Programu Sąsiedztwa INTERREG IIIA/TACIS CBC Litwa-Polska-Obwód Kaliningradzki Federacji Rosyjskiej [Rozmiar: 39098 bajtów]